Zamknij Close

BRO 12. Jeszcze się zdziwicie


Czy pamiętasz, kiedy ostatnio się zdziwiłaś? Albo co wywołało taką reakcję? Tak? Nie? Może nie wiesz?

Otwierając wystawę hasłem „Jeszcze się zdziwicie” chciałyśmy wyznać jedną rzecz – że dziwimy się cały czas. Trudno przykuć uwagę do tego, co zadziwiające, szczególnie teraz, kiedy dziwimy się nieustannie. Przechadzając się po ulicy, patrząc na informacje zapisane na ekranach, czytając, co stało się wczoraj. Coraz trudniej zrozumieć złożoność rzeczywistości, w której uczestniczymy, i coraz trudniej się w tym wszystkim nie pogubić.

W próbie zrozumienia współczesności nie pomaga również stwierdzenie, że zdziwienie nie ma jednej jakości – może wywoływać różne, nieraz sprzeczne reakcje. Zmuszać do zbliżenia, oddalenia, wyparcia lub – rzadziej – bezpośredniego działania. Dlatego wymagana jest interwencja. Przetworzenie tego dziwnego doświadczenia na inny fenomen.

Tegoroczna edycja BRO jest platformą do zdziwienia – przez to zjawisko definiujemy zebrane na wystawie postawy artystyczne. Zdziwienie może być punktem wyjścia, metodą twórczą oraz ostatecznym efektem. Jako zaczyn do pracy może wynikać ze stanu zbliżonego do fascynacji – zjawiskiem, materiałem, zdarzeniem, warunkami pracy. W metodzie jest sposobem na stworzenie odpowiedniego opisu rzeczywistości. Jako efekt wytrąca z komfortowej pozycji bycia przezroczystym obserwatorem.

Zwróćmy uwagę również na to, co eksplorują same prace. Chcemy przekierować akcent w manifestacjach wskazujący, że w ostatnim czasie na prowadzenie wysuwa się sztuka, która zgłębia prawie wyłącznie estetyczne wartości. Ona nie jest skupiona wyłącznie na wartościach ograniczających się do sztuki – po prostu z nich wychodzi, aby stworzyć warunki do przemyślenia tego, co istotne tu i teraz. To proste rozróżnienie pozwala na spojrzenie, co dzieje się dalej – dlaczego podchodzimy do badania estetyki codzienności i w jakich warunkach się ono odbywa. To dlatego praktyki zebrane na wystawie nazywamy zaangażowanymi.

Osoby artystyczne biorące udział w BRO 12. przyglądają się, jak społeczne normy i sposoby organizowania rzeczywistości osadzają się w tym, co najbardziej osobiste. W pracach Oliwera Okręglickiego Chłop śląski, w barach szeroki, w dupie wąski i Pożeram Mamę z Miłości Soni Góral osobiste historie stają się miejscem negocjowania tego, co uznajemy za właściwy obraz tożsamości, rodziny i własnej przeszłości. Okręglicki bada granice śląskiej tożsamości i jej pęknięcia, Góral podważa zaś traktowanie rodzinnego archiwum jako jednoznaczny zapis wspólnego doświadczenia. Agata Klepka w pracy Rzeczy, które do siebie pisałam poszukuje języka dla doświadczenia opieki, w którym można pomieścić jednocześnie bliskość i autonomię.

Kontrola nad ciałami, biografiami i relacjami staje się jeszcze bardziej widoczna tam, gdzie dotyczy bezpieczeństwa i troski. W instalacji Hyperrealistic Mother Alexander Adamau konstruuje przestrzeń opieki tak, że oddzielenie fasady ochrony od inwigilacji jest niemożliwe. Natalia Kaftan w Halo Vest i Alicja Paszkiel w Wykładzie z dupą w misce przyglądają się sytuacji, w której troska medyczna podporządkowuje ciało określonym procedurom – diagnostycznym i naprawczym. Rozmaite strategie obecne w tych pracach prowadzą do pytania: ile autonomii jesteśmy gotowe i gotowi oddać w zamian za poczucie bezpieczeństwa, stabilności czy przynależności? I co dzieje się, gdy narzędzia mające nam pomagać, wyznaczają warunki naszego funkcjonowania?

Osoby uczestniczące w Biennale zabierają również głos na tematy rezonujące z własnym doświadczeniem złożonych tożsamości, aspektów biografii wynikających ze społecznego zaangażowania zderzanych z mechanizmami dyscypliny i regulacji. W Wojnie kąkolowej Zuzanna Romańska sięga do historii rodzinnej i przetwarza splątania narracji historycznych o relacjach polsko-ukraińskich w stworzonym przez siebie uniwersum. Maja Padusińska w cyklu Tatreez wszywa tradycyjny haft palestyński w tkaninę i płytę plexi, by opowiedzieć o historycznych i współczesnych kontekstach destrukcji Palestyny. Zofia Białecka i Weronika Ziółkowska poprzez filmowy pejzaż granicy polsko-białoruskiej w Nie Przekraczając Granic przypominają nam o kryzysie humanitarnym wciąż mającym miejsce na pograniczu. Zabierają głos w kwestiach niewygodnych, by wytrącić nas z komfortu obojętności.

Intymne są również wysiłki, które wkładamy w codzienną pracę, a ta pojawia się na wystawie nie tylko jako temat, ale i mechanizm organizujący czas, ciało, uwagę i relacje. W performance review ruined my day Danylo Shulha pokazuje, jak język korporacyjnych procedur i ciągłej oceny przenika emocje i poczucie własnej wartości, a także jak doświadczenie migracji splata się z systemem, w którym własne kompetencje, biografia i sposób komunikowania się podlegają ciągłej weryfikacji i regulacji ze strony trzeciej – szefa, urzędu lub rządu. U Ľudmily Bubánovéj w Such an exquisite, delightful toil praca zapisuje się bezpośrednio w ciele – historyczny wysiłek koronczarek pozostawia po sobie ból, deformacje i materialne ślady produkcji. W Clock It!!! Marii Tołwińskiej czas przyspiesza, zapętla się i przestaje być neutralnym tłem codzienności. W tych pracach godziny, terminy, oczekiwania i konieczność nadążania stają się częścią doświadczenia życia w systemie, który stale domaga się produktywności ponad własne siły.

Ta logika nie omija pola sztuki. Instytucje nie są przezroczystymi przestrzeniami, w których prace po prostu zostają pokazane – uczestniczą w produkowaniu widzialności, wartości i hierarchii. Dla Justyny Kramarz w Everything will be fine jakości odwagi, skupienia i pewności siebie jawią się jako strategie przetrwania w sytuacji presji czasowej i przeciążenia. Klaudia Figura w pracy Bez tytułu wraca do własnych niedokończonych obiektów, ujawniając nadprodukcję i presję stworzenia pracy, która zapewni artystce widoczność w instytucjonalnym obiegu sztuki, a dzięki temu kolejne możliwości. Barbara Stańko-Jurczyńska w Witaczu doskonałym proponuje przeciwny kierunek: zamiast profesjonalizacji, indywidualnego sukcesu i rywalizacji stawia na współautorstwo, życzliwość i proces wspólnej pracy. Obie strategie odsłaniają napięcie pomiędzy sztuką jako polem konkurencji a możliwością organizowania go według innych zasad.

To napięcie dotyczy także samego Rybiego Oka. Tegoroczna formuła konkursu stanowi próbę oddania sprawczości osobom artystycznym biorącym udział w wystawie oraz debiutującym osobom kuratorskim bez ograniczania się do przestrzeni wystawy. Dzięki głosom jury został wyłoniony zespół kuratorski, który wspólnie z komisarzami wybrał osoby uczestniczące, a te z kolei mają wskazać zwycięzcę. Osoby artystyczne będą musiały w ciągu trzech dni wspólnie zdecydować, jakimi kategoriami i kryteriami posłużą się przy jej wyborze. Interesuje nas pytanie: czy działając wewnątrz instytucji i z nią, można uczynić hierarchie horyzontalnymi, poddać je negocjacji? Czy równość może zostać zachowana, kiedy decyzje podejmowane są pod presją instytucjonalnej organizacji pracy: terminów, ograniczonych środków i konieczności wyłonienia zwycięskiej osoby? Oddanie decyzji o głównej nagrodzie osobom artystycznym nie usuwa konkurencji, lecz przesuwa pytanie o to, kto ma prawo nadawać wartość i według jakich kryteriów. Być może właśnie tutaj pojawia się przestrzeń dla zdziwienia: kiedy mechanizmy, które zwykle przyjmujemy jako naturalne – praca, ocena, rywalizacja i sukces bądź porażka – na chwilę przestają być oczywiste.

Mamy nadzieję, że zwracając uwagę na to, co badają zaproszeni artyści i artystki, będziecie zaskoczeni tak samo jak my. Zdziwicie się, jak wiele się zmieniło. I jak wiele razy jesteśmy zmuszone wracać do pozornie znanych nam problemów, bo na horyzoncie wciąż nie widać nowego.