Artur Żmijewski / Iza Kowalczyk

Fragile / Spisek słabych


Na "Niebezpiecznych związkach" wyniknęła bardzo ciekawa sytuacja. Galeria ze względu na brak funduszy nie postawiła ścianki, która miała oddzielać projekcję twojego filmu wideo "KR WP" i wideo Zbyszka Libery "Jak tresuje się dziewczynki". Powieszono wstrętną folię, którą na szczęście dla całej aranżacji zerwaliście.
A przy okazji wyszło nowe niesamowite zestawienie tych dwóch prac. Tresowane dziewczynki i tresowani chłopcy. Dźwięk z filmu Zbyszka wskazujący na zapadanie się stereotypów w naszą świadomość i dźwięk w twoim filmie, wskazujący na to, jak głęboko w mózg zapada wojskowa tresura.
Dziewczynka w pracy Zbyszka tresowana jest do tego, by być piękną i kobiecą - mała dziewczynka udająca dorosłą i mężczyźni w twojej pracy wytresowani już do tego, by być męskimi, agresywnymi, ale odrzucający choć na chwilę tę konwencję - pokazani w sytuacji zabawy, udający chłopców.
Powiedz, co myślisz o tym zestawieniu w kontekście tresowania do ról płciowych i przemocy, której dokonuje nasza kultura na naszych ciałach.


Mężczyźni w moim filmie niczego nie udawali - oni rzeczywiście stali się chłopcami - to był fakt. Ja się zajmuję sztuką, która tworzy fakty, a nie złudzenia. Piszesz, że dziewczynka udaje kobietę, a potem już łatwo jest ci napisać, że żołnierze w filmie "KR WP" udają chłopców. Tworzy się zgrabna klamra, która ma usprawiedliwić zestawienie tych prac na wystawie. Moim zdaniem to tylko zgrabnie wygląda - w filmie o żołnierzach, byli poborowi niczego nie udają - ich doświadczenie chłopięcej zabawy jest stuprocentowe.
Przypuszczam, że w filmie Zbyszka Libery - również mamy do czynienia nie z udawaniem, ale z autentyczną próbą indentyfikacji z dorosłą kobietą. Film Zbyszka streszcza długotrwały proces identyfikacji z pewnym obrazem kobiecości do kilku minut, posługując się banalną sytuacją zakładania przez małą dziewczynkę jakichś naszyjników, błyskotek... Jest tak prosty, że wątpię aby mógł mieć wartość jako opowieść o mechanizmach identyfikacji z rolą kobiety. Mnie w tym filmie zdumiewa bezwstydna fascynacja jego bohaterki tym dopuszczeniem do sekretu, do przejmującego świata dorosłych. Ona już doskonale wie, co oznacza kostium, który zakłada. I nie ukrywa zachwytu, że go jej zaoferowano. Wygląda więc na to, że ta tresura spotyka się z pełnym akceptacji przyjęciem. Dzieci opętańczo pragną, aby je określić.
A zatem jeśli miałbym połączyć te dwa filmiki jakąś klamrą, to napisałbym, że ta dziewczynka ubiera pewien kostium - a żołnierze swój kostium zdejmują. Oba te filmy to zdecydowanie filmy kostiumowe.
Przypuszczam, że ta dziewczynka będzie chciała być piękna - bycie piękną sprawi jej pewnie wiele radości. O tej radości czerpanej z dbania o siebie, z używania kosmetyków, lakierów do paznokci, ładnych ubrań pisze w swojej słynnej ostatnio książce Świat bez kobiet Agnieszka Graff: "...wygrały zmysły, górę wzięła przyjemność, którą kobiety czerpią z dbania o siebie. [...] Istnieje coś takiego jak przyjemność czerpana z własnego ciała, radość zamieszkiwania własnej skóry."
To, co spotyka mężczyzn jest o wiele bardziej dramatyczne, ponieważ oni są tresowani przez państwo do tego, aby potrafili umrzeć. Aby potrafili zabijać i umierać. Jeśli już przechodzimy ten trening, lepiej jest być tresowaną do bycia piękną niż do bycia gotowym na śmierć.
Z prawdziwym zadowoleniem przyjąłem informacje, że kobiety mogą służyć w polskim wojsku i uczęszczać do szkół wojskowych. Mam nadzieję, że ta część odpowiedzialności za zlikwidowanie ewentualnego zagrożenia, zostanie rozdzielona bardziej sprawiedliwie między obie płcie. I obie płcie po równo zaryzykują głowy.

W wywiadzie do książki "Niebezpieczne związki sztuki z ciałem" podjęliśmy wątek agresji i przemocy, przypisanych kulturowo mężczyznom, co okazało się niezwykle skomplikowane, bo zupełnie inaczej myślimy o tych problemach. Ja wciąż zastanawiam się nad problemem tresowania do bycia mężczyzną. Myślę o tym, co pokazujesz: odebranie ciała, odebranie prywatności, odcięcie emocji. Chciałabym wiedzieć, jakie jest zdanie mężczyzny na ten temat, zwłaszcza mężczyzny, który podejmuje ten problem w swojej sztuce.

Ja nie podejmuję w swojej sztuce problemu tresowania do bycia mężczyzną. Nie opowiadam o mechanizmach wywierania presji, o stłumieniu, itd. Opowiadam raczej o pewnej miękkości, o powrocie do delikatności, o kruchości, słabości jako cechach mężczyzn.

Czyli o tym, co jest przez tresurę negowane... no właśnie o to mi chodziło.

Nie sprowadzaj proszę mojego filmu do ilustracji jakiejś swojej tezy. Ja moim filmikiem nie chcę powiedzieć, że faceci są tresowani i oprotestować to. To jest filmik o radości wagarowicza, o chłopięcych psikusach. To jest filmik o byciu przekornym, o erupcji wolności, o przekomarzaniu się. O tym, że faceci są słabi - i o tym, że zawiązują spisek słabych. My słabi, eksponujemy swoje różowe pupy i pieczętujemy się nimi, zaświadczamy nimi o własnej miękkości, o własnej słabości. Nasze pośladki i nasze majtające się fiutki, są ambasadorami naszej delikatności.

A ja tylko mówiłam, że, jeśli pokazuje się utraconą miękkość i delikatność, to znaczy, że się ją utraciło i myślę, że do tej utraty nie przyczynia się tylko wojsko. I wcale nie traktuję twojego filmu jako ilustracji jakiejś tezy, raczej traktuję sztukę jako coś, co ma pobudzić, zmusić do myślenia. Tutaj pod pozornie niewinną zabawą kryje się wiele ważnych tropów.
Myślę o tym, co o zadaniach artysty napisała Jeanette Winterson: "Zadaniem artysty jest przeniknąć wzrokiem do żywego jądra rzeczy; umieć odróżniać to, co powierzchowne, od tego, co rzeczywiste, wiedzieć, co jest prawdziwe, a co pozorne. Artysta jest dzięki swej dyscyplinie jednym z nielicznych, którzy widzą rzeczy takimi, jakie są, odarte z walorów skojarzeniowych."

To ty napisałaś, że się tę delikatność utraciło. Ja napisałem o powrocie do delikatności, słabości, kruchości - te cechy mężczyźni mają, ale pozwalają im istnieć w okolicznościach bardzo prywatnych. W moim filmie męska słabość, kruchość męskiego ciała jest eksponowana publicznie.

Ciekawe, że w naszej kulturze publicznie nie wolno eksponować męskiej słabości. Chłopcy, a potem mężczyźni tresowani są przez kulturę do zanegowania własnej słabości, delikatności, do bycia twardym, co w pewnych warunkach i sytuacjach może przybrać formy agresji. Takie postawy wymusza na przykład wojsko, ucząc umiejętności zabijania, ale wydaje mi się, że to tresowanie zaczyna się już w dzieciństwie. Chłopiec w pewnym sensie też odwzorowuje te zachowania, bawiąc się w zabijanie plastikowymi karabinami maszynowymi, tocząc wojny przy użyciu figurek żołnierzyków.
Czy więc aby być mężczyzną trzeba być agresywnym?

Kobiety na łamach pism ilustrowanych zgłaszają zapotrzebowanie na inne cechy u mężczyzn niż tzw. twardość. Pisze się tam jak bardzo one cenią sobie mężczyzn czułych i delikatnych - to też są "komunikaty kulturowe". Zatem to także działa na facetów i zmiękcza ich, wydelikaca - taka powszechna kampania na rzecz słabości. To zresztą bardzo wygodne być słabym, poddać się komuś, powierzyć w opiekę - kto się w opiekę odda Panu swemu, a całym sercem szczerze ufa jemu... Trzeba teraz słówko "Panu" wymienić na "Pani" i wtedy mamy - kto się w opiekę odda swojej Pani, i całym sercem ufa, że nie zrani go... śmiało rzec może:
ona mnie osłoni.
Kobiety także dowiadują się o sobie wielu nowych rzeczy - wstępują do policji, zostają wojskowymi pilotami - będą więc gotowe zabijać i ranić.
Natomiast, jeśli chodzi o agresywne zachowania małych chłopców, są one przecież potępiane przez dorosłych, przez rodziców, przez nauczycieli, przez całe otoczenie. To raczej dzieci są ofiarami agresywnych i okrutnych zachowań dorosłych. Być może tutaj powstaje chęć odwetu, kumuluje się nienawiść, baza dla przyszłej agresji, dla rewanżu.
Tropisz agresję, a mi się wydaje, że w twoich pytaniach jest rodzaj nadużycia. "...mężczyźni w twojej pracy wytresowani już do tego, by być męskimi, agresywnymi..." - czy to znaczy, że synonimem "męskiego" jest twoim zdaniem "agresywny"?

O Jezu, i tak, i nie. Nie sądzę, żeby agresywność była synonimem męskości, ale, że stereotypowo jest z nią powiązana. Jeśli mężczyzna powinien być - jak głoszą komunikaty kulturowe - silny, twardy, odważny; to przyznać trzeba, że agresja wiąże się znaczeniowo z tymi określeniami. Mówi się przecież często do chłopca: "Nie płacz", "Bądź dzielny", "Bądź odważny", "Nie zachowuj się, jak dziewczynka", "Nie maż się, nie jesteś baba" itp. Sama w przedszkolu u mojego syna słyszałam używanie przez panie przedszkolanki wojskowych analogii: "Zjadł grochówkę, jak prawdziwy żołnierz", "maszerujcie, jak żołnierze". Przecież to jest ten sam rodzaj tresury, do bycia twardym, a może wręcz agresywnym (bo wojsko i agresja są ze sobą na pewno powiązane) i do odcięcia się od emocji... Chodzi o przekazywanie komunikatów, według których chłopiec powinien zakodować w sobie, że nie może być miękki i delikatny...

O Maryjo, i tak, i nie. Nie rozumiem dlaczego zwrócenie się do chłopca słowami: "nie płacz" - jest zachętą do agresji. To nie jest polecenie tożsame z np.: "przypierdol mu". Pomiędzy okazaniem niechęci wobec płaczu a między bezpośrednią zachętą do bicia jest różnica. Następne przytoczone zwroty również nie muszą być zachętą do agresji. "Bądź dzielny" - może być zachętą do tego, aby np. odważyć się na wejście do widzianego po raz pierwszy w życiu morza. Zwrot typu: "bądź odważny/odważna" czasem trzeba wypowiedzieć, dzieci boją się rozmaitych rzeczy i czasem trzeba im pomóc w przekroczeniu lęku. Zresztą trzeba pomagać dzieciom, żeby były dzielne, odważne, pewne - to jest przecież w życiu niezbędne. Nie piszę tu o tym, że trzeba się umieć bić, ale o tym, że trzeba się umieć nie bać. A'propos żołnierzy to przypuszczam, że nie jedzą grochówki w sposób agresywny - trudno mi zresztą wyobrazić sobie agresywny sposób jedzenia zupy - niech to będzie nawet grochówka ze wspólnego kotła. Czy przedszkolak, który zjada grochówkę jak prawdziwy żołnierz, otrzymuje copy right na wszelkie brutalne zachowania związane z wojskiem? Nie widzę związku między wojskowym jedzeniem zupy w przedszkolu, a np. biciem kobiet przez mężczyzn.

Owszem, nie ma bezpośredniego związku, ale mały chłopiec przejmuje matrycę - pożądane są zachowania z repertuaru wojskowego. I jeśli łączymy wojsko z systemem, który tresuje do zabijania - to na pewno nie nastraja to optymistycznie...

Mówiłaś też: "...chłopiec powinien zakodować w sobie, że nie może być miękki i delikatny..." - przecież mężczyźni są delikatni - okazują tę delikatność, np. swoim kobietom. Zapewne sama masz takie doświadczenia. Ale z jakiegoś powodu twoje pytania nieustannie wracają do Męskiej Agresji - jakby nie istniał inny sposób okazywania męskości, albo jakbyś nie wiedziała, że taki inny sposób istnieje - jakbyś nie wiedziała, że istnieje np. czułość. Wspominam o tym, ponieważ mnie to drażni - faceci to nie są agresywne potwory. Mam wrażenie, które dotyczy całego tego tekstu, zadajesz pytania tak, jakbyś była przekonana, że nie ma dobrych ludzi, a już na pewno mężczyzn. Np. męski, tzn. agresywny, męski, tzn. zadający przemoc kobietom.

Artur, chyba mnie zupełnie nie zrozumiałeś! Nigdy nie powiedziałam, że faceci są agresywni, co w dodatku w twoim odczytaniu, można by rozumieć - "agresywni z natury". Bardzo mnie zdziwiło to odczytanie moich słów. A może to wynika z twojego błędnego myślenia o feministkach, że nienawidzą mężczyzn i że walczą z mężczyznami? To kompletne bzdury, jeśli chodzi o feminizm. Myślę, że najzabawniejsze w tej rozmowie jest to, że myślimy podobnie, ale inaczej rozumiemy swoje wypowiedzi.

Formułujesz pewną opinie o feminizmie, w następnym zdaniu mi ją przypisujesz, a w jeszcze następnym piszesz, że ta opinia jest bzdurna. Agnieszka Graff pisze, że "w tym świecie seks jest czymś brudnym, co mężczyzna robi kobiecie" - czy to znaczy, że np. ja też robię coś brudnego jakiejś kobiecie? Czy autorka ma dla mnie specjalne względy, tylko o tym nie pisze? To brzmi tak jakby wszyscy mężczyźni kochali się ze swoimi kobietami w jakiś pornograficzny sposób - upokarzając je. To jest moment, gdy czuje się atakowany. Myślę, ze feminizm jest projektem społecznym, na którym naprawdę mogą skorzystać także faceci - mogą sobie po prostu wiele odpuścić, przestać kurczowo trzymać się niewygodnych postaw, zadbać o istotność swojego życia, jedną z konsekwencji jest powolna zmiana męskiej tożsamości.

Myślę, że Graff nie zaprzecza temu, że mężczyźni są delikatni, czuli; wskazuje raczej na to, o czym i ja mówię w tej rozmowie, że są wyuczani przez kulturę do tego, by tej delikatności w sobie zaprzeczyć. Graff chodziło w tym stwierdzeniu przede wszystkim o model kulturowy oparty na przemocy, a nie o seks w ogóle, o którym pisze w tym samym zdaniu, że jest "czymś pięknym, co dwoje ludzi robi razem." Myślenie o agresji wpisanej w męską naturę wywodzi się z innej retoryki, niż feministyczna, na przykład z socjobiologii. Argumenty o wrodzonej męskiej agresji pojawiają się również w myśleniu prawicowym. Feministki próbują raczej te krzywdzące stereotypy obalać. Myślenie feministyczne stara się zaprzeczyć temu ciągłemu antagonizowaniu kobiet i mężczyzn, bo przecież do agresji w równym stopniu są predestynowani zarówno mężczyźni, jak i kobiety. Tyle, że u kobiet przez socjalizację ta agresja zostaje bardziej stłumiona, a u mężczyzn wydobyta. A więc tak - już dawno feministki przestały traktować mężczyzn jako agresorów. Ale proszę nie zapominaj też o ogromnym problemie, jakim jest przemoc domowa - przemoc wobec kobiet. I powtarzam - mówienie o tej przemocy absolutnie nie może sprowadzać się do uogólnień, że faceci są agresorami.
Ale pozostając przy feminizmie, chciałabym zastanowić się nad problemem, który pojawia się w nim dość marginalnie, mianowicie nad męską tożsamością. Uważam, że twój film "KR WP" ten temat podejmuje. Dlatego pytam cię jako mężczyznę, czy przyglądanie się męskiej tożsamości jest ważne, czy jest potrzebne? Czy odczuwasz bycie mężczyzną jako opresyjne?


Sądzę, że krytyka feministyczna wciąż podejmuje problem tożsamości mężczyzn. Oczywiście to, co piszą kobiety ma służyć wyłącznie interesom kobiet. Wyłania się z tego jednak obraz męskiej tożsamości. Np. Agnieszka Graff w książce Świat bez kobiet pisze o pornografii: "W świecie, który jest, panowie oglądają panie: w takich pozycjach, które odpowiadają panom. Na przykład na klęczkach. Albo z głową w klozecie." I dalej wspomniane już wcześniej zdanie: "...to wszystko różne przejawy tej samej, głęboko patriarchalnej kultury, w której seks jest czymś brudnym, co mężczyzna robi kobiecie, nie zaś czymś pięknym, co dwoje ludzi robi razem." Sylviane Agacinski w Polityce płci pisze o wojnie, o gwałtach na kobietach, o kastracji mężczyzn, i konkluduje: "Jeśli jednak przedstawiciele obu płci mogą być ofiarami tych barbarzyńskich praktyk, ich sprawcami zawsze są mężczyźni." Czytając te teksty dowiaduję się, co ich autorki sądzą o męskiej tożsamości. Teksty feministyczne zawierają niezliczoną liczbę takich konstatacji. I nie jest to problem marginalny, ponieważ jest to tło, bez którego problemy kobiet byłyby nie do pojęcia.

Ale chodzi tutaj też o problemy mężczyzn. Na przykład Maria Janion wskazuje na okaleczanie mężczyzn przez patriarchalną kulturę, pisząc, że "są znacznie bardziej podatni na działanie mitu wojennego, który przynosi im, a także całej ludzkości straszne szkody. Wojna na Bałkanach bardzo ostro to pokazała, bo jak pisał Tzvedan Todorov w "Podboju Ameryki": "Zabijać mężczyzn, gwałcić kobiety, oto dowody na to, że mężczyzna dzierży władzę i wynikające z niej korzyści"." Te ostatnie słowa napisał przecież mężczyzna, a więc nie są to konstatacje tylko i wyłącznie feministyczne...
Co myślisz o opresji mężczyzn?


Opresja z powodu bycia mężczyzną pojawia się np. w związku z rozmaitymi kampaniami reklamowymi, na przykład reklamy społecznej ostrzegającej kobiety przed AIDS: "Ty też możesz być nieświadomie zakażona wirusem HIV". Mężczyzna jest tam stroną oskarżoną. Jest tym, który powoduje różne nieszczęścia, w tym nieszczęścia kobiet. Do tego jest nakręcony klip, gdzie kobieta wypowiada się takimi mniej więcej słowami: "Żyję w związku 20 lat. To niemożliwe, żeby on zrobił mi coś takiego". Tą stroną paskudną jest facet. Wynika z tej reklamy, że faceci po prostu zabijają kobiety. Była też kampania o przemocy w rodzinie. I również właśnie facet jest tą stroną, która zadaje cierpienie, ból....

Ale często tak się jednak dzieje. Jest chyba duża różnica między tymi dwoma kampaniami. Ta pierwsza jest po prostu nadużyciem, manipulacją, natomiast ta przeciwko przemocy w rodzinie odwoływała się do faktów. Myślę, że mit silnego, twardego mężczyzny może mieć wciąż negatywny wpływ na samych facetów.

Tak, ale co z przemocą wobec dzieci? Przecież w tym przypadku, bardzo często winne są kobiety. Nawet niewielka kobieta jest silniejsza od dziecka. Widziałem ostatnio broszurkę: "Zespół Dziecka Maltretowanego". Była bogato ilustrowana. Dzieci na fotografiach były straszliwie okaleczone. Zadawano im rozmaite tortury różnymi narzędziami, były przypalane żelazkami, zapalniczkami, papierosami. Bite kablami, duszone, polewane wrzątkiem, itd. itp. Tę przemoc zadają i kobiety, i mężczyźni. Osiem na dziesięć dzieci w Polsce jest bitych. Nikt przy zdrowych zmysłach nie uwierzy, że biją je tylko ojcowie. Znam opowieści maltretowanych dzieci - maltretowanych przez ich matki z sadystycznym okrucieństwem. Nawet w sytuacji, gdy bije tylko ojciec można założyć, że kobieta milcząco przyzwala, może nawet całkowicie aprobuje taką sytuację. A wtedy jest współwinna.
Sprawcami przemocy są więc i mężczyźni, i kobiety. Ale w tych kampaniach mamy do czynienia przede wszystkim z oskarżaniem mężczyzn. Kobiety jakby w tym nie uczestniczyły. Wiemy doskonale, że również one potrafią z niesłychanym okrucieństwem przez całe lata masakrować swoje dzieci. Reklama społeczna przedstawiająca mężczyzn jako sprawców przemocy, może zwalniać kobiety od odpowiedzialności za przemoc, jaką stosują wobec swoich dzieci. One mogą nawet uważać, że kiedy biją swoje dzieci, to nie jest to przemoc.
A jeśli chodzi o mit twardego, silnego mężczyzny, to nie zauważyłem, żeby częścią tego mitu było okrutne traktowanie kobiet. We wszystkich filmach, w których pojawia się mężczyzna bijący kobietę, jest on jednoznacznie potępiony i źle kończy. Wszyscy twardziele i zabijaki z filmów w obecności kobiet miękną i rozpuszczają się. Więc gdzie ten znajdujący społeczne przyzwolenie mit bicia kobiet?

Ale zobacz, znowu chodziło mi o coś innego - facet jest wychowany do niewyrażania pozytywnych emocji, czułości, ciepła, delikatności, w dodatku rodzice przekazują mu (poprzez ich zachowanie), że jedynie agresja jest możliwym sposobem na rozwiązywanie konfliktów i w ogóle jedynym "uczuciem", które można uzewnętrznić. Kiedy on jest z kobietą - okazuje jej jedynie agresję. Błędne koło się zamyka. (I to nie jest żaden mit!) Może za dużo naczytałam się koszmarnych relacji maltretowanych kobiet, w których powtarzają się wciąż te same elementy: bicie kobiety i dzieci, wymuszanie posłuszeństwa, zastraszenie, gwałty, przywiązanie do siebie ofiary tak, że ta nie potrafi odejść. Z tym łączy się agresja wobec dzieci. W jednej z relacji, kobieta maltretowana mówi: "Raz ze złości rzucił synkiem o podłogę i wyrwał drzwi wejściowe do domu, innym razem z wściekłości pobił postronkiem córeczkę." Owszem, można się zastanawiać nad odpowiedzialnością tych kobiet wobec dzieci, że nie są w stanie od tego agresora odejść. Tyle, że to ubezwłasnowolnienie ofiary jest częścią owej przemocy.
Przemoc domowa - właśnie wobec kobiet i dzieci jest w samej czołówce przestępstw w Polsce (zdaje się, że na drugim miejscu). To się skądś bierze. A przecież reklamy społeczne o krzywdzonych dzieciach też są, a w nich wcale się nie mówi, że sprawcami są mężczyźni, tylko rodzice, to jest oczywiste. A swoją drogą jest większy opór, żeby mówić o przemocy wobec kobiet. Zdaje się, że Kapera wstrzymał (pozarządowe!) pieniądze na kampanie przeciw przemocy w rodzinie. To jest jakieś tabu.


Myślę sobie, że chłopiec czy dziewczynka patrzący na sceny bicia matki przez ojca są skrajnie przerażeni. Myślę, że boją się o matkę. Nie jest dla mnie oczywiste, że taki chłopiec będzie później bił kobietę, z którą się zwiąże. On jeszcze musi mieć w sobie pragnienie odwetu, niewygasłą nigdy wściekłość na własnych rodziców, musi zostać skrajnie upokorzony. A bicie dzieci upokarza je, upodla. I budzi żądzę odwetu. Małe dzieci, ofiary przemocy fantazjują o zabijaniu własnych rodziców. One w swoich fantazjach mordują je, torturują. Jeśli bijesz swoje dziecko, miej świadomość, że od tej chwili ono pragnie cię zabić. Może, powtarzam, może ta nienawiść wyleje się kiedyś i objawi w biciu np. własnej partnerki. I myślę, że do tej tragicznej sytuacji musi jeszcze dołożyć się upośledzenie możliwości oceny własnego zachowania. Chyba dopiero ten zespół warunków może doprowadzić do przemocy. Myślę też, żeby nie mnożyć usprawiedliwień dla podłości, że są ludzie po prostu chorzy z nienawiści, patologiczni skurwiele lubujący się w okrucieństwie. Sadyści, którzy wybrali sadyzm.
Oczywiste jest dla każdego, że swoje dzieci, swoją rodzinę traktuje się tak, jak było się samemu traktowanym w dzieciństwie. Schematy powielają się i przenoszą w przyszłość. I kobiety, i mężczyźni mają udział w tym, że ich udręczone dzieci, będą dręczyć swoje rodziny. W reklamie społecznej "Kochaj mnie, żebym umiała kochać" ofiarą przemocy jest dziewczynka. Jaka może być jej przyszłość opowiada tekst: "Nie bij mnie, żebym nie biła", "Słuchaj mnie, żebym umiała słuchać", "Rozmawiaj ze mną, żebym umiała rozmawiać." Ona mówi do ojca i do matki. Bo może bita, będzie kiedyś biła swoje dzieci, a one swoje. I przemoc będzie okrutną tradycją pokoleń. A odpowiedzialność za to ponoszą i kobiety, i mężczyźni. Bo to ich dzieci będą kiedyś bić i znęcać się nad swoimi kobietami, nad swoimi dziećmi. Kobiety też zatruwają agresją przyszłe pokolenia.
Faceci bardzo dobrze radzą sobie z okazywaniem czułości kobietom. Potrafią być dla nich przyjaźni, przytulni, ciepli, potrafią ich dotykać, słuchać, troszczyć się o nie. Nawet ci, którzy w dzieciństwie doświadczyli przemocy. Nawet ci, których rodzice byli wobec siebie brutalni. Nie jesteśmy w życiu bezwolni, możemy myśleć i zmieniać nasze życie, zmieniać zapisany w nas program. Jest też pewne wydarzenie w życiu, które ma się nijak do bycia macho. To oczywiście seks. Seks jest przecież miękki, ciepły, śluzowaty, przytulny, pod kołdrą, skrajnie intymny, nie znoszący kanciastości. To przecież totalne rozpuszczenie się, poddaństwo. Każdy macho musi wtedy wyłączyć swój maczyzm.

Czy maczo jest w seksie miękki? Nie wiem, ale również seks może łączyć się z przemocą (już w nim samym tkwi duży potencjał przemocy), seks wykorzystujący rytuały przemocy, sado-masochizm, przemoc wykorzystana do przyjemności itp. Ale mówiliśmy o przemocy w rodzinie, tu raczej mają miejsce zwyczajne gwałty, katowanie, wymuszanie itp., tego jest pełno w relacjach tych bitych kobiet. Chodzi mi o to, że seks nie musi być miękki, ciepły i przytulny, ale wiązać się z rytuałami przemocy, a nawet sam być przemocą. O tym przecież właśnie pisała Graff.

Sado-masochizm to oczywiście konwencja, seksualny teatr - nikogo się tu naprawdę nie krzywdzi. Jak napisał jeden z seksuologów: normalne jest to, na co zgadzają się obydwoje partnerzy. Zresztą bardzo często zapotrzebowanie na bycie poniżanymi składają faceci.

No właśnie, czyli ważna jest nie tyle płeć, ile wzajemny szacunek. Za tym według mnie idzie brak zgody na zachowania agresywne.
A wracając do sytuacji w wojsku - uważam jednak, że ma ono duży udział w tresowaniu agresji, akceptowaniu przemocy jako możliwości rozwiązywania konfliktów. W wojsku musisz pokazać, że stać cię na agresję, że potrafisz użyć broni, wycelować ją w kogoś. Jeśli nie jesteś agresywny, nie jesteś prawdziwym żołnierzem. A jeszcze można przytoczyć takie popularne przekonanie, że nie jesteś prawdziwym mężczyzną, jeśli nie idziesz do wojska.


Służba wojskowa to państwowy przymus. Odmowa stawienia się do poboru zagrożona jest karą więzienia. Patrząc na sprawę zdroworozsądkowo - nauczenie żołnierzy agresji może być dla nich warunkiem przeżycia w razie prawdziwej walki. Zastępy pacyfistów i słabeuszy, kiedy napotkają bandę morderców zostaną po prostu wyrżnięte. Lepiej by było, żeby nie było poważnych konfliktów - wtedy zbędna byłaby armia i wojskowa agresja. Ale w tym przeszkadza nam nasze szaleństwo - obłęd nienawiści w jaki ludzie popadają, nienawidząc się nawzajem.
Większość facetów to słabeusze, wydelikacone boidudki. Samo wojsko nie wystarcza, aby wywołać w nich agresję - potrzebna jest jeszcze instytucja fali. Sadystyczne praktyki starszych roczników żołnierzy wobec młodszych, budują w nich chęć odwetu. W tej chęci odwetu kryje się agresja. To właśnie ją można później wykorzystać i rozbudzić. Wojsko ściera się przecież z wirtualnym przeciwnikiem, strzela, ale do tarczy, bombarduje, ale atrapy. Faktycznym wrogiem żołnierza jest starszy stażem żołnierz, który stosuje wobec niego okrutne prawa fali. To on uczy go ukierunkowanej nienawiści, rozbudza pragnienie odwetu. Nie przypadkiem zdarzają się w wojsku zabójstwa dokonywane na starszych żołnierzach przez upodlonych, zdesperowanych rekrutów.
I teraz gwoli sprawiedliwości wzmianka o agresji kobiet. One też są agresywne, tylko, że w Polsce mało jeszcze widać policjantek czy żołnierek. Np. w Amsterdamie widziałem kobietę - policjantkę, na koniu, która brała udział w ataku na manifestantów w pobliżu głównej ulicy handlowej. Wjeżdżała w tłum, przewracając ludzi. Była wściekła, była wkurzona i gotowa poranić manifestujących ludzi. Widziałem w Izraelu uzbrojone po zęby kobiety, stojące na czele policyjnych patroli, złożonych z mężczyzn. Wchodziły swobodnie w tłum Palestyńczyków, chowających noże, bomby, nienawiść i bóg wie, co jeszcze. Wyglądały naprawdę serio. Kobiety także mogą włożyć ten pozornie obcy im kostium.

Zgadzam się z tym, co mówisz, że przemoc reprodukuje przemoc, zastanawiam się, jak można ją likwidować (albo takie dość absurdalne określenie "walczyć z przemocą"...)

Jak likwidować przemoc? Widziałem ostatnio w TV relację z warsztatów dla dzieci z krajów gdzie albo miały miejsce wojny, albo te wojny tam trwają. Bośniacy, Palestyńczycy, Izraelczycy, dzieci z Ruandy i inne przyjechały do Polski i ćwiczyły w jakiejś harcerskiej stanicy bycie ze sobą. Zaangażowany w tą sprawę Wojciech Eichelberger powiedział, że te dzieci muszą zrozumieć, że dorośli w ich krajach OSZALELI. Ale muszą zrozumieć coś o wiele trudniejszego - że ich rodzice też oszaleli. I te dzieci muszą "stanąć przeciw swym rodzicom" - ci Oświeceni, muszą stanąć przeciw Szaleńcom i nie dać się wciągnąć w szaleństwo strzelania do siebie. To niezwykle trudne - popatrzeć na swych rodziców jak na niebezpiecznych szaleńców!

Mam jeszcze jedno pytanie w kontekście przemocy - czy myślisz, że sztuka jest rodzajem przemocy?

No nie! Sztuka jest niewinna...