PAWEŁ ŁUBOWSKI

16.01 - 22.02.2004 - Galeria Kameralna






Paweł Łubowski urodził się w 1955 roku w Poznaniu. Studiował w poznańskiej PWSSP (obecnie ASP) uzyskując dyplom w roku 1979 w pracowni prof. Jerzego Schmidta. Był stypendystą Ministerstwa Kultury i Sztuki oraz Communautée Francaise w Belgii. Staż w l‘Academie Royale des Beaux Arts w Brukseli w pracowni malarstwa André Ruelle’a. Zajmuje się malarstwem sztalugowym, fotografią i projektowaniem graficznym. Swoje prace prezentował na 29 wystawach indywidualnych oraz brał udział w wielu wystawach zbiorowych w kraju i za granicą. Jest laureatem konkursów malarskich takich jak: I Nagroda w ogólnopolskim konkursie na obraz im. Jana Spychalskiego w Poznaniu (1980 r.), Grand Prix na Salonie Zimowym w Radomiu (1985 r.), Grand Prix III Triennale Portretu Współczesnego (1987 r.) Prace w zbiorach państwowych (m.in.: Muzeum Narodowe w Szczecinie, Muzeum Okręgowe w Radomiu) oraz w zbiorach prywatnych w kraju i za granicą. Współzałożyciel stowarzyszenia „Fördergemeinschaft ARTEON eV” z siedzibą w Kassel , stowarzyszenia „ARTES” z siedzibą w Poznaniu i pisma artystycznego „ARTeon”, którego jest redaktorem naczelnym. Członek Zarządu Okręgu Poznańskiego ZPAP.

Ważniejsze wystawy indywidualne:
1979 galeria „Repassage 2” Warszawa
1983 galeria ON Poznań
1985 galeria „Zapiecek” Warszawa
1986 galeria „Bazart” Poznań
1988 galeria NOWA Poznań
1989 galeria KAYA Bruksela
1991 galeria BWA Poznań,
1992 galeria KAYA Bruksela
1993 Międzynarodowe Centrum Sztuki Poznań
1995 Studio „Sienko” Londyn
1996 galeria „Kierat” Szczecin
2002 galeria „Na piętrze” Toruń
2003 Galeria 261 Łódź


MISTERIA I MISTYFIKACJE

Twórczość Pawia Łubawskiego, gdy się jej nie znało wcześniej może wywalać zaskoczenie. Widz natychmiast uzmysławia sobie jej oryginalność na tle sztuki współczesnej. Korzystanie z różnych konwencji w tak przewrotny sposób może nasuwać myśl o pewnej powierzchowności i eklektyczności. Lecz jest to złudzenie, bo po pewnym czasie uzmysławiamy sobie wielowarstwowość jaka kryje się w jego. obrazach. Aby się o tym przekonać należy znaleźć strukturalne zależności z jakich autor budował swoje prace. Nie jest to prosta konstrukcja oparta na antytezie, korzystająca z konkretnej konwencji i treści będącej wobec niej w sprzeczności, gdyż byłaby to tylko konceptualna igraszka. Łubowski wprowadza nas w cały labirynt owych sprzeczności i doprowadza do momentu, gdzie intelektualna zabawa zaczyna być czymś irracjonalnym. Jest to ten typ kreacji, który wynika z racjonalnych motywacji. Poprzedza ją analityczna myśl w samej koncepcji, a kończy znak malarski o niebanalnej ekspresji będący indywidualną wypowiedzią o naszej rzeczywistości. Lubawski odwołuje się do świata wartości ikonicznych wyrwanych zamierzchłej przeszłości, przenosi we współczesność i łączy z absurdalna dramaturgią tworząc pełne tajemniczego światła misteria, ale i przypomina widzowi, że jest to tylko gra w mistyfikacje.

Karol Haupe
Kwiecień 1990 r.


IRONIA I PATOS

W obrazach Pawła Łubowskiego widoczne są dwie warstwy: artystyczna i intelektualna. Przenikają się one, uzupełniają i wzajemnie wspomagają. Warstwę artystyczną określiłbym jako „strategię złudzenia". Na czym to polega? Otóż przyzwyczajeni jesteśmy, i słusznie, cenić w sztuce naturalność wypowiedzi artystycznej. Nie chcemy aby rzeźba gipsowa udawała brąz, nie chcemy aby akwarela udawała pracę olejną a rysunek udawał malowidło. Wiemy, że unikniemy wówczas zakłamania artystycznego i, w pewnym sensie, moralnego. Ta czystość wypowiedzi przywoływana jest nieraz jako zasadnicze kryterium oceny dzieła sztuki. Odrzucamy twórcę, który jest pod tym względem zakłamany, albo przypisujemy jego dziełu miano tandety .Trzeba wybitności aby pójść dalej, aby z grzechu uczynić wartość. Łubowski ze „złudzenia" uczynił sens artystyczny swego malarstwa, jego najważniejszą osnowę, która w różnych wcieleniach nieustannie tkwi w jego twórczości.
Autor sugeruje istnienie światów, które choć czytelne, trudne są jednak do zidentyfikowania. Czy są to zmarmurowiałe postacie, czy też - inaczej - uczłowieczone bryły marmuru? Czy są to wizerunki kamienia, czy też - odwrotnie - wizerunki życia? Czy patrzymy na historię, czy też na teraźniejszość? Mamy tu sugestię tak daleką, że sięgającą aż dna oka. Patrząc, mamy obawę czy nie zabłąkamy się gdzieś pomiędzy te postacie, bowiem tracimy poczucie, iż jest to tylko obraz. A przecież jest to kreacja świata, który w rzeczywistości nie istnieje. Wszak nie ma tu hiperrealistycznego odbicia codziennej rzeczywistości. Jest za to superrealistyczne przedstawienie naszych złudzeń. Zapyta ktoś, czy można realistycznie przedstawiać złudzenia? Można, ale tylko wtedy, kiedy te złudzenia mają swój rodowód w naszych myślach, ideach a nie w materialności świata.
Perfekcja artystyczna Łubowskiego widoczna w tej „strategii złudzenia" obnaża więc kolejne nasze złudzenia poznawcze: patrzymy na draperię szat, ale widzimy wszak marmur; patrzymy na marmur a dostrzegamy fałdy szat. Co więc jest rzeczywistością w naszym widzeniu? Co jest bezpośrednim źródłem naszych doznań wzrokowych: czy jest to motyw postaci ludzkiej, czy substancja tej postaci? A jeżeli substancja taka nie istnieje? I tu przechodzę do warstwy intelektualnej tych obrazów, która wyrasta wprost z warstwy artystycznej. Nazwałbym ją „destrukcją złudzenia". Gdyby autor nie dysponował tak znakomitymi środkami wypowiedzi, gdyby jego malarstwo nie było tak doskonałe pod względem warsztatowym, przesłanie wypływające z tych prac nie byłoby przekonujące. I choć nie wiem, co było pierwsze w zamyśle autora - język czy przesłanie? doskonałość środków czy finezja myśli? - wiem, że warstwa artystyczna pozbawiona zaplecza myślowego, sama w sobie byłaby miałka. I odwrotnie, warstwa intelektualna bez towarzyszącej jej doskonałości artystycznej, byłaby nieprzekonująca. Tak jest zresztą w każdym znakomitym dziele sztuki; tak jest również w malarstwie Pawła Łubowskiego.
Autor odsłania złudność naszych doznań i zaczynamy wątpić w to, co widzimy. Bo przecież z równą sugestią przedstawione są rysy twarzy postaci namalowanych oraz ich wyraz emocjonalny (np. uśmiech czy zdziwienie) jak i to, że są to postacie bardzo nierzeczywiste. Akceptujemy jednocześnie ich prawdziwość i brak tej prawdziwości, ale nie wiemy, co stanowi podstawę istnienia postaci, którą widzimy. Mamy wątpliwości, jakie są źródła naszych doznań i nie wiemy, jaki jest świat rzeczywisty. Autor burzy nasz spokój.
Swoją „destrukcją złudzenia" niszczy jednocześnie naszą skłonność do udawania a przede wszystkim przestrzega przed zapominaniem o istnieniu złudzeń.
Tkwi więc w tych obrazach mieszanina ironii i patosu. Wydawałoby się, że są to jakości estetyczne zupełnie odmienne, znajdujące się na dwóch przeciwnych biegunach estetyki. A jednak ich połączenie jest możliwe. Przyjrzyjmy się więc temu, co jest ironią i temu, co jest patosem w tym malarstwie. Patos to właśnie złudzenie prawdy, to wszelka posągowość, to również hieratyczność historii; patos tkwi również w niektórych materiałach - w marmurze, w złocie itp.; jest on widoczny w pewnych naszych gestach oraz minach; patos zawarty jest też w pewnych sytuacjach - np. tam, gdzie aranżacja przeważa nad spontanicznością; patos tkwi w nadmiernej idealizacji. Paweł Łubowski obnaża taki patos, poddaje go w wątpliwość, testuje jego wzniosłość. W jaki sposób? Otóż, przy pozornej powadze, szydzi on z patosu a przynajmniej powleka go warstwą ironii. Ironia zaś zawarta jest w spojrzeniach tych postaci, w niedyskrecji pewnych gestów, w dowcipie utrąconych rąk i skamieniałych fryzur, w komizmie /.niszczenia. Ironia tkwi w fasadowości tych rzekomych portretów, w niepewności ich statusów, które są na poły realne, na poły udawane. Jest w nich mieszanina grymasów, jakie mogą pojawić się na twarzach prawdziwych ludzi i nobliwości, jaką przydaje się posągom. Jest tu mieszanina min, jakie przyjmujemy, gdy wiemy, że jesteśmy sami i min, jakie mamy wtedy, gdy wiemy, że ktoś nas obserwuje lub fotografuje.
Destrukcja złudzenia jest równocześnie destrukcją patosu. Dokonuje się ona przez brak zgody na jego dominację, poprzez obnażanie jego sztuczności. I wtedy okazuje się, że taki ośmieszony patos jest nam bliższy, że chętniej go akceptujemy a patos zbyt nachalny jest odrzucany. Okazuje się, że wszelkie patetyczne uzurpacje są czczym dążeniem. O dziwo: okazuje się, że patos jest śmieszny.
Teraz pora spleść te dwie warstwy - artystyczną i intelektualną. „Strategia złudzenia" jako środek artystyczny wyraża się w patosie, zaś „destrukcja złudzenia" jest ironią wobec tego patosu a przy okazji wobec tamtej strategii. Artysta wystawił swoją perfekcję malarską niejako „na wabika", uczynił atrapą celu, który zostaje przez niego samego ugodzony. Bowiem tylko wtedy może je ukazać, kiedy sam wyczuwa gdzie jest granica pomiędzy środkiem a celem, pomiędzy patosem a ironią, pomiędzy złudzeniem a prawdą.

Marian Golka luty 1991