Magdalena Bielesz
LEKCJA PŁYWANIA

5 - 21 listopada 2004 - Bałtycka Galeria Sztuki w Ustce

  Magdalena Bielesz
ur. w Warszawie 25 marca 1977/ mieszka i pracuje w Warszawie, Polska
od 1997: studentka Wydziału Malarstwa na warszawskiej ASP
1998-2002: w Gościnnej Pracowni Malarstwa prof. Leona Tarasewicza
2003: nagroda Ministerstwa Kultury RP

Dla mnie bycie artystką to rodzaj komunikacji, mogę dzielić się z ludźmi moimi spostrzeżeniami. W moich pracach poruszam tematy związane z kondycją fizyczną cielesnością i zdrowiem wizerunki i pojęcia czerpiąc ze świata współczesnej pop - kultury.


Magda Bielesz – „LEKCJA PŁYWANIA”, Bałtycka Galeria Sztuki, Ustka

Odsłona nr 1: Kilka olejnych obrazów średnich formatów. Cykl portretów pływaczki. Dynamicznie ujęta do pasa postać o czarnych włosach i w czarnym kostiumie wykonuje energiczne ruchy. Ramionami zagarnia i odpycha wodę, rytmicznie zanurza się i wynurza. Uchwycona wzdłuż diagonali obrazu sylwetka pływaczki aktywnie zajmuje środek jego płaszczyzny. Obok większych płócien - małe obrazki. Na nich ulotne pęcherzyki powietrza. To niekiedy jedyny ślad po pływaku, który wzburzy łagodną toń wody. Wszystkie płótna zostały wyczyszczone ze szczegółów. Silnie uproszczony, i niemal graficzny modelunek postaci sprowadzono do samego rysunku linią przy minimalnym światłocieniu. Rysunku o niezwykłej werwie. W obrazach niewiele koloru. Dominująca biel tła, kontrastująca z nią surowa czerń kostiumu i włosów pływaczki, orzeźwiający ugier i błękit.

Odsłona nr 2: Film wideo. Przypomina nieco wpisane w przestrzeń, ścienne malowidło. Lekka, na wpół przejrzysta, zapętlająca się projekcja. Na ekranie - klasyczny widok letniej plaży, kiedy pas nieba i pas morza dzieli ostra linia horyzontu. Po powierzchni wody wędrówkę rozpoczyna postać znana z obrazów. Niczym po linie, młoda dziewczyna idzie ku jednej krawędzi ekranu, po czym zawraca, by wyruszyć w drugą. Przesuwa się powoli, krok za krokiem, lekko balansując i łapiąc równowagę. Na szczęście przemierza swą trasę bez potknięcia i upadku.

„Sztuka ma zastąpić to, czego mi brakuje. Ma poszerzać nasze horyzonty” – odpowiedziała kiedyś Magda Bielesz zapytana o to, do czego, jej zdaniem służy sztuka (1). Przy okazji wystawy „Czarodziejki z księżyca” pokazanej w Zachęcie, na której wizerunki postaci z japońskich komiksów – mang zestawiła z portretami starych kobiet handlujących na ulicach Warszawy wyznała, że czuje się czarodziejką (2). Artysta obdarzony darem magii w swej sztuce potrafi wyczarować każdą rzeczywistość. Jak przyznała, zawsze brakowało jej ruchu, stąd na jej obrazach pojawia się dziecinna skakanka, skoczkowie, gimnastycy wykonujący przewroty w przód i w tył. Czerpiąc pojęcia i obrazy z kręgu współczesnej kultury pop w swoich pracach porusza tematy związane ze zdrowiem, cielesnością, kondycją fizyczną i ruchem. Lub ich brakiem, czyli chorobą, niedołęstwem i kalectwem. W swej pracy dyplomowej Magda odsłoniła fazy pływania. Namalowała pływaków, płetwonurków i skoczków do wody. W cyklu „Maszyny” ludzi zastąpiły przedmioty. Pojawił się więc rowerek – symbol dzieciństwa oraz laska - atrybut starości.
Jaką rzeczywistość wyczarowała tym razem? – „Nie umiem pływać. Pływanie jest jedną z rzeczy, których mi brakuje” – przyznała się artystka opisując swe uczucie paraliżującego lęku i nieudane próby jego przełamania. – „Chciałabym coś z tym zrobić, dlatego postanowiłam przeprowadzić swoją lekcję pływania”. Jednak w jaki sposób zabrać się do pracy o walce z żywiołem wody? Jak ukazać nie posiadaną umiejętność? W jaki sposób zobrazować nie znane z autopsji doświadczenie, oddać obcą sytuację, która – jak sądzi - nigdy jej się nie przydarzy? Słowem – jak przekroczyć barierę tego, co niemożliwie, odwiedzić świat fikcji, niczym Alicja z „Krainy Czarów” znaleźć się „po drugiej stronie lustra”? – Jest to możliwe tylko w świecie sztuki, w którym kłamstwo uchodzi bezkarnie, a nakręcenie filmu, czy namalowanie obrazu to jedyny sposób przekroczenia pewnej granicy.
„To moja ofiara złożona żywiołowi wody. To prośba, by pozwolił się ujarzmić. I może kiedyś - nauczyć się pływać” – tak Magda Bielesz powiedziała o swojej najnowszej pracy „Lekcja pływania”. Nie chciała być w niej wierna regułom sztuki pływackiej, gdyż ich nie zna. W filmie nie tyle chce więc pływać, co ujarzmić żywioł wody. Dlatego przechodzi po jej powierzchni tak, jak to uczynił Chrystus. Jej zdaniem to jedyny sposób. W biblijnej przypowieści po tafli wody Jezus przeszedł z brzegu ku apostołom siedzącym w łodzi na środku jeziora. „Oni zaś, gdy go ujrzeli kroczącego po jeziorze, myśleli, że to zjawa, i zaczęli krzyczeć. Widzieli Go bowiem wszyscy i zatrwożyli się. Lecz On zaraz przemówił do nich: ‘Odwagi, Ja jestem, nie bójcie się.’ I wszedł do nich do łodzi, a wiatr uciszył się” – czytamy w Ewangelii według św. Marka (Mk 6, 49-52), jednak swym dowcipem artystka złagodziła dosłowność biblijnych skojarzeń. Prawdziwie „boskie” wydaje się jej spełnianie własnych marzeń, „sprzedawanie” widzowi myśli i refleksji, a przede wszystkim samo tworzenie.
Z kolei jej najnowsze portrety zdają się mówić „tak wyglądałabym, gdybym umiała pływać!” Malując siebie w kolejnych ujęciach uczy nas pływać po swojemu, tak, jak tylko ona to robi. W cyklu „Maszyny” o braku ruchu opowiedziała poprzez różne przedmioty związane ze sprawnością fizyczną, wiekiem i uprawianiem sportu. W swych najnowszych obrazach z serii „Lekcja pływania” artystka wystąpiła sama. Skupiła się na sobie, by pokazać się w zupełnie nierealnej sytuacji. Skupiła się na sobie, by pokazać się w zupełnie nierealnej sytuacji. Wybrała cykl autoportretów, by uczynić swą pracę jak najbardziej osobistą. Ukazując się w półpostaci nie ukrywa, że czerpała z tradycyjnego, ocierającego się o kicz XIX-wiecznego sposobu malowania. Zręcznie go wykorzystała i przefiltrowała przez wdzięk współczesnej kreskówki ze świata kultury pop. Z czym kojarzy malarstwo, które zdołało opanować domy? Z portretem. Lecz nie całej postaci, lecz popiersiem. Usztywnionym, z frontalnie zwróconą twarzą i znieruchomiałym spojrzeniu. Pełnymi naiwnego uroku wizerunkami przodków w ubiorach retro, bliskimi fotografii portretami małżeńskimi z alkowy, dewocyjnymi obrazkami, meksykańską Maryjką, jarmarcznymi monidłami i podobiznami do pasa, które u domorosłego malarza stojącego na rynku dowolnie jakiego miasta może zamówić turysta owładnięty pamiątkarską manią.
- „Lubię ten kicz” - przyznała Magda Bielesz. Teraz w takim ujęciu postanowiła sportretować siebie. Swe na wskroś nowoczesne płótna nazwała tradycyjnymi portretami olejnymi widzianymi oczyma osoby współczesnej. Jednak ich realizm dawnych obrazów złagodziła prostotą formy i szeregiem niedopowiedzeń. Wyprowadzając malowaną do pasa postać z różnych krawędzi płótna zerwała z frontalnym ujęciem. Czarne włosy i czarny kostium modelki kontrastują z białą płaszczyzną tła, do której została ona sprowadzona. Zamiast pęcherzyków powietrza w tle – bąbelki na odrębnych płótnach, malowane w komiksowym stylu kreskówki. Portretując samą siebie, Magda coraz głębiej poznaje się. „Maluję siebie, ponieważ tak często jestem samotna i ponieważ jestem jedynym przedmiotem, jaki znam najlepiej” – napisała w swym „Dzienniku” Frida Kahlo (1907-1954), meksykańska malarka, która swą autobiografię opowiedziała przez przedziwne, introspektywne autoportrety osadzone w iluzorycznej scenerii (3). Zaczęła je malować, gdy przykuta do łóżka walczyła z chorobą, bólem i nudą. W lustrze – plafonie specjalnie wmontowanym w baldachim łoża zgłębiała swe oblicze, docierając do niezgłębionych pokładów własnej świadomości. Na swych portretach uwieczniała – wedle słów kubańskiego pisarza Carlosa Fuentesa „malownicze ozdoby stroju wkładane przez meksykańskie chłopki (...) na wielkie fiestas rolniczych społeczności, koronki, wstążki, spódnice, szeleszczące peleryny, galony, wstążki, przepaski do włosów, fryzury okalające jej twarz niczym dwa czarne skrzydła motyla” (4). „Miałam przed oczyma tylko swój obraz i nic poza tym” – napisała Frida w „Dzienniku”. Jednak malowanie siebie nigdy się nie kończy.

Agnieszka Maria Wasieczko

1. Cyt. na podst. rozmowy z Magdą Bielesz zarejestrowanej w lipcu 2003 roku.
2. Magda Bielesz - „Czarodziejki z księżyca”, Zachęta Państwowa Galeria Sztuki, Mały Salon, 12 lipca – 31 sierpnia 2003, cyt. na podst. folderu towarzyszącego wystawie
3. Cyt. za: Andrea Kettemann, „Frida Kahlo 1907-1954. Cierpienie i pasja”, wyd. Taschen/TMC Art. 2002, s. 27
4. „The Diary of Frida Kahlo. An Intimate Self Portrait”. Introd. Carlos Fuentes, essay and commentaries by Sarah M. Lowe, wyd. Harry N. Abrams, New York 1995, s. 8